Witam drogich czytelników ! Na tym blogu będę na bieżąco publikować rozdziały mojej powieści, która właśnie powstaje :)
Jest to Fan Fiction o tematyce Potterowskiej, nieco inne niż większość z którymi miałam do czynienia. Mam nadzieję, że zaciekawię was tą historią, że będziecie często odwiedzać bloga.
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA :)!
Rozdział I.
Mam na
imię Laurene Meadow, mam 16 lat i jestem uczennicą Akademii Beauxbatons we
Francji. Należę do grupy Papillons. Mieszkam w Angli razem z mamą Amandą, która jest autorką książek dotyczących teorii magii. Mój tata Thomas jest pracownikiem Ministerstwa Magii.
Pewnego wakacyjnego dnia jak co dzień leżałam sobie na leżaku w moim ogrodzie
i czytałam książkę. Zastanawiałam się, jak spędzę resztę dnia, gdy nagle
zadzwonił do mnie Blaise.
Zabini Blaise był moim bardzo dobrym przyjacielem. Poznałam go w dzieciństwie i
nasza znajomość przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Mimo tego, że Zabini
chodził do szkoły w Hogwarcie często się spotykaliśmy, ponieważ mieszkał
całkiem niedaleko mnie.
- Cześć Laurene, miałabyś może ochotę i czas się dziś ze mną przejść na spacer
tak pod wieczór? - zapytał. - Opowiedziałbym ci co nieco o wyprawie do Albanii.
- Pewnie - odrzekłam uradowana. - Świetnie że zadzwoniłeś. To co, może o 17 pod
starym Dębem?
-Okej, to do zobaczenia.
Bardzo się ucieszyłam propozycją przyjaciela. Stęskniłam się za nim, prawie
przez całe wakacje nie było go w domu i nie mieliśmy okazji się zobaczyć.
Zapowiada się świetny dzień -pomyślałam i dalej zabrałam się do czytania.
Minęło może 20 minut, kiedy usłyszałam kroki w domu. Przeraziłam się, wiedziałam, że rodzice od rana są w pracy w takim razie kto jest w budynku?
Wyciągnęłam różdżkę, choć dobrze wiedziałam, że poza szkołą nie wolno mi było
używać czarów. Mimo tego z nią czułam się bezpieczniej. Weszłam po cichu przez
taras i zawołałam:
- Kto tu jest?
Zza rogu wynurzyła się uśmiechnięta twarz mojego taty.
- Tato! Nie strasz mnie tak! Co Ty tu robisz? - zapytałam z lekkim przerażeniem
w głosie.
- Przepraszam córeczko. Nie chciałem,żebyś przestraszyła się własnego ojca -
dodał z ironią. - Dziś w ogóle nie pracuję, skoczyłem na chwilę do Ministerstwa
pozałatwiać zaległe sprawy. Dodatkowo zaprosiłem dziś na kolację Lucjusza
Malfoya i jego rodzinę. Pamiętasz ich?
- Niebardzo. Wiem tylko, że Lucjusz to twój współpracownik - odpowiedziałam.
- W każdym razie chciałem cię prosić, żebyś nigdzie dziś nie wychodziła. Malfoyowie mają podobno syna w Twoim wieku a ja powiedziałem, żeby też przyszedł.
- Nie, właśnie niedawno umówiłam się z Zabinim na spacer, tak dawno się nie
widzieliśmy - Rzekłam nieco rozczarowana. - Nie będę tu siedzieć z jakimś
nieznajomym kolesiem. Pewnie to jakiś sztywniak.
- Kochanie - zaczął łagodnie tata. - Proszę cię. Nie mów tak. Pokażesz mu okolicę,
porozmawiacie o swoich szkołach, może to fajny chłopak?
- Eh, no nie wiem…
- Proszę cię, Lauren
- No dobrze, zostanę.
Tata podszedł do mnie i przytulił mnie.
- Dziękuję Ci - powiedział i odszedł
Wzięłam do ręki telefon i napisałam sms do Blaisa, w którym odwowałam nasze
spotkanie.
Stwierdziłam, że przed wizytą gości powinnam trochę posprzątać mój pokój.
Poszłam do góry i zajęłam się porządkami.
Mój pokój nie był duży, więc nie zajęło mi to dużo czasu. Postanowiłam
też się odświeżyć i przebrać w coś elegantszego. Do tej pory całe dnie
siedziałam w potarganych szortach i koszulce z herbem Beauxbatons.
Przebrałam się w nową sukienkę. Była lekko różowa, idealnie podkreślała moją
bladą cerę.
Bardzo ją polubiłam, ponieważ dobrze mi pasowała.
- Już jestem. – Z dołu dobiegł głos mojej mamy Amandy.
Zeszłam aby się z nią przywitać
- Cześć mamo, jak tam w pracy? - zapytałam ją i pocałowałam w policzek na
powitanie.
- Całkiem w porządku. Ślicznie wyglądasz w tej sukience, to ta od cioci Rosy?
- Tak, Słyszałam, że dziś mamy gości. Pomóc Ci w czymś? – spytałam.
- Możesz zrobić sałatkę, ja zajmę się resztą.
Poszłam do kuchni, aby wykonać polecenie mamy. Do mojej sałatki dałam kilka
pomidorów, chrupiącą sałatę, kukurydzę i francuski ser pleśniowy. Całość
posypałam świeżymi ziołami. Pachniało wspaniale.
- Kiedy przyjdą? - zadałam pytanie mamie
- Myślę, że niedługo. Lucjusz jest bardzo punktualny – odpowiedziała.
Lucjusz z rodziną pojawili się dokładnie o godzinie 16
Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi zawołałam tatę, który przyszedł i jako
pierwszy powitał gości.
Najpierw w przedsionku pojawiła się bardzo elegancka kobieta. Miała długie, czarno-białe włosy i wydawała się bardzo serdeczna. Przywitała ojca po czym
zwróciła się do mnie:
- Witaj, nazywam się Narcyza. Tutaj taki mały podarunek od naszej rodziny. - Wręczyła mi małą torebeczkę.
- Dziękuję pani bardzo, zapraszamy dalej - powiedziałam przymilnym głosem i zanim
odłożyłam podarunek, spojrzałam do środka. Był tam jakiś naszyjnik,
prawdopodobnie z kryształu.
Następnie wszedł Lucjusz. Był długowłosym blondynem o ostrych rysach twarzy. Po
przywitaniu się z rodzicami podszedł do mnie.
- Jestem Lucjusz Malfoy, pewnie kojarzysz mnie z opowieści Thomasa. Pracujemy razem już od 10 lat, więc pewnie
obiło ci się o uszy moje imię. Pamiętam cię jako bardzo małą dziewczynkę, tak bardzo urosłaś, że nie poznałbym cię...
Z początku słuchałam co do mnie mówił,
lecz w pewnym momencie straciłam kontakt z rzeczywistością. Do naszego domu
wszedł wysoki młodzieniec o niebieskich oczach i blond włosach po ojcu. Był
bardzo przystojny. Nigdy nie widziałam równie urodziwego chłopaka.
- Witam - przywitał rodziców.
Podszedł do mojej mamy i pocałował ją w rękę. Z moim tatą zamienił kilka słów, po
czym poszedł dalej. Chyba mnie nie zauważył. Z resztą nie było to dziwne, gdyż
nasz przedsionek był bardzo małym pomieszczeniem a przede mną stała Narcyza i
mama. Zasłaniały mnie.
- Draco, przywitałeś się z córką Thomasa? - zapytała jego matka.
Moja mama
odsunęła się i popchnęła mnie lekko do przodu, żebym mogła powitać gościa.
Dopiero wtedy chłopak zauważył mnie. Zrobił krok w przód i podał mi rękę
- Cześć nazywam się Draco.
- Cześć, Laurene - bąknęłam nieśmiało.
Goście weszli dalej, rozgościli się w salonie. Z początku było trochę sztywno, Lucjusz wypytywał ojca głównie o sens korzystania z mugolskich przedmiotów, takich jak telefon czy telewizor. Wiedziałam, że ten człowiek był sceptycznie nastawiony do mugoli. Na szczęście mój tata dyplomatycznie wybrnął z drażliwego tematu. Potem dorośli zaczęli rozmawiać na różne tematy związane z
magią i ministerstwem. Draco siedział na drugim końcu stołu i widocznie nad
czymś rozmyślał.
W pewnym momencie podeszła do mnie mama i szepnęła do ucha
- Weź Dracona na górę, pokaż mu pokój. Będziecie się tu nudzić.
Przytaknęłam głową i podeszłam do niego.
- Słuchaj - zaczęłam nieśmiało. - Może chciałbyś pójść na górę, bo tu może być trochę nudno.
- Jasne. - Uśmiechnął się. Poczułam też jego perfumy i aż zakręciło mi się w
głowie.
Udaliśmy się po schodach na górne piętro, weszliśmy do mojego pokoju i
zamknęłam drzwi.
- Siadaj - powiedziałam do niego.
- Może opowiem coś o sobie. No to jak już wiesz jestem Draco. Jestem uczniem
Hogwartu, całkiem fajna szkoła powiem szczerze.
- Znam jednego chłopaka, który chodzi tam. Nazywa się Zabini Blaise - przerwałam
mu.
- Znasz go? - zapytał zdumiony.
- No tak, przyjaźnimy się od dawna. Zabini mieszka tu niedaleko.
Chłopak zmarszczył brwi po czym odrzekł z lekkim uśmiechem
-No widzisz. Dobrze się znamy ze szkoły.
Jesteśmy razem w domu, w Slytherinie. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem okazji być u niego w domu ale
czasem przebąkiwał mi o jakiejś ślicznej dziewczynie mieszkającej w jego
okolicy.
Zarumieniłam się. Myślałam że Draco jest osobą bardziej zamkniętą w sobie, tajemniczą. Jak na razie nic na to nie wskazywało.
- To może teraz ty co nieco o swojej osobie - zachęcił mnie.
-Okej jeśli chcesz. Więc mam na imię Laurene, interesuję się modą hmm co by
tu jeszcze dodać. Chodzę do Akademii Beauxbatons we Francji .
- W zeszłym roku do Hogwartu przyjechało dużo dziewczyn z twojej szkoły, ty też
byłaś ? - zapytał.
- Nie, ale pamiętam że rok starsze dziewczyny po przyjeździe plotkowały o tym,
jacy to u was w szkole są przystojni
chłopcy. - Zachichotałam. - Pewnie chodziło im o Zabiniego.
Draco wyszczerzył zęby i rzekł głośno:
- Jeden z największych przystojniaków siedzi właśnie tuż obok ciebie.
Z każdą chwilą czułam się swobodniej w jego towarzystwie. Potem przez dłuższy
czas opowiadaliśmy sobie o naszych szkołach, o rodzinach i o wszystkim co nas
dotyczyło.
Dowiedziałam się, że Draco mieszka w oddalonym od nas o kilkanaście kilometrów
mieście, że nie ma rodzeństwa ale ma młodszych kuzynów , że uwielbia grać w
Quidditch'a.
- Wiesz, może to głupio zabrzmieć ale mam wrażenie jakbyśmy znali się już od
dawna. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tak miło spędzę dziś czas -
powiedziałam.
- Ze mną było podobnie. Moi rodzice niemal zmusili mnie, żebym tu przychodził ale
czuję, że było warto.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, kiedy z dołu dobiegł głos Lucjusza.
- Draconie, zejdź proszę na chwilę na dół.
Chłopak wyszedł z pokoju i zniknął.
Korzystając z sytuacji weszłam do łazienki i oblałam twarz zimną wodą. Byłam
cała czerwona.
Po niedługiej chwili wrócił Draco.
- Za jakiś czas będziemy wracać. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczymy -
zagadnął.
- Fajnie by było - odpowiedziałam mu. -
Może pooglądamy telewizję?
Chłopak zrobił dziwną minę. Od razu zdałam sobie sprawę z tego, że skoro Lucjusz nienawidzi mugolskich produktów to pewnie jego syn ma podobne zdanie na ten temat. Osobiście nie miałam nic do mugoli. Może dlatego, że nikt nie wywierał na mnie żadnej presji, że mam ich nieznosić od tak.
- Jasne - odparł, a jego wykrzywiona twarz zamieniła się w sztuczny uśmiech.
Oglądaliśmy bajki. Wygłupialiśmy się razem i śmialiśmy. Bawiliśmy się
znakomicie, aż w końcu nadszedł czas i Malfoyowie musieli już jechać.
Na dole pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do góry.
Musiałam wyjść na balkon, znowu zrobiło mi się słabo. W brzuchu czułam jakiś
dziwny ucisk.
Kiedy było mi już lepiej weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przed oczami
ciągle miałam obraz uśmiechającego się do mnie Dracona. Przemknęło mi przez
myśl, że skoro jest taki popularny, to z
pewnością kręcą się koło niego tłumy dziewczyn.
- No, i jak tam nowy kolega? - Z rozmyślań wyrwała mnie mama, która niezauważona stanęła obok mnie. Miała
jakąś podejrzaną minę, więc postanowiłam
dowiedzieć się o co jej może chodzić.
- W porządku, jest bardzo sypmatyczny. Dobrze się dogadywaliśmy i postanowiliśmy się
spotkać jeszcze kiedyś - odpowiedziałam. - A co?
- A no, nic nic. - Odwróciła głowę żebym nie mogła zobaczyć wyrazu jej twarzy. - Widziałam jak na Ciebie patrzył.
- Aj tam - odrzekłam. Mimo tego zainteresowały mnie słowa mamy. - Jak niby się
patrzył?
Ale ona nie odpowiedziała, poruszyła jednak znacząco brwiami i wyszła.
Zostałam sama z myślami. Doszłam do wniosku, że Draco zrobił na mnie bardzo
dobre pierwsze wrażenie. Chiałam się z nim jeszcze kiedyś spotkać. Pomyślałam, że muszę delikatnie wypytać o niego Blaise'a. Chciałam napisać do niego wiadomość, ale byłam tak zmęczona, że zasnęłam.
Rawr cudeńko, czekam na rozdział 2 z niecierpliwością! Pozdrawiam Marysia z Facebook XD
OdpowiedzUsuńKiedy 2 rozdział!!!??? <3
OdpowiedzUsuńTo jest świetne *.*
OdpowiedzUsuńMrs.Black
Wspaniałe! czekam na II rozdział <3
OdpowiedzUsuńTrochę się orientuję w fanfictionach i interesuję literaturą, więc pozwól, że mój komentarz będzie trochę bardziej obszerny niż przesłodzone „świetnie!” lub inne tego typu epitety. Cóż. Jeśli chodzi o fabułę to zaczyna się dość banalnie. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału od razu można się zorientować, że w przyszłości połączysz Laurene z Draco albo cokolwiek innego związanego z miłością. Na samym początku jest błąd rzeczowy: piszesz, że jest uczennicą Beauxbantos, a za chwilę, że mieszka w Anglii. Zwykle bywało tak, że mieszkańcy Wielkiej Brytanii posyłali swoje dzieci do Hogwartu, a Francuzi - Beauxbantos. Co do samego wykonania... Musisz przećwiczyć interpunkcję. Fakt, wyczucie nabywa się dopiero z czasem, ale przecinki przed takimi słowami jak "które" bądź "co" powinnaś stawiać, gdyż nie są to żadne wtrącenia, tylko normalna zasada interpunkcyjna. Poza tym, powinnaś dokładniej zaznajomić się z regułami wprowadzania dialogu i, również, interpunkcji, bo w tym aspekcie też jest z nią kiepsko. Gramatycznie i stylistycznie nie jest niby źle, ale bardzo prosto i ubogo. Brakuje mi szerokich opisów wyglądu i uczuć. Przedstawiasz Laurene jako najzwyklejszą dziewczynę, nigdzie nie widać śladu magii. Pod względem estetycznym blog prezentuje się... średnio. Proponowałabym Ci zajrzenie na jakąś szabloniarnię i znalezienie czegoś dla siebie. Czcionkę też mogłabyś zmienić, ta po prostu wygląda nieprofesjonalnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za uwagę, życzę weny i miłego dnia.
Pozdrawiam, Sandra.
Racja początek jest dość banalny,życie Laurene wydaję się być nowoczesne, bez magii. Dopiero w dalszych rozdziałach akcja się rozwinie, tak samo jeśli chodzi o jej przynależność do Beauxbatons, mimo że jest mieszkanką Angli, wszystko zostanie wyjaśnione później. Dopiero zaczynam przygodę z pisaniem, ale jestem Ci bardzo wdzięczna za wskazanie błędów w moim opowiadaniu. Jeśli chodzi o estetykę Bloga na razie mam problem żeby wszystko "ogarnąć" ale postaram się urozmaicić wygląd ;)
UsuńDziękuje za komentarz
Cóż, koleżanka wyżej - Sandra - wyprzedziła mnie, a już myślałam, że nikt oprócz mnie nie zauważa popełnionych błędów. Tak jak wyżej - koniecznie popracuj nad interpunkcją! Wiem, że dopiero zaczynasz, ale poczytać na ten temat mogłabyś, wystarczy wspomóc się google (http://pl.wikipedia.org/wiki/Przecinek lub http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629793). Rozumiem, że czasami może nie chcieć się czytać tego wszystkiego, ale warto poświęcić te kilka(dziesiąt) minut, a wiedza zostaje. Co więcej, są rażące w oczy błędy w dialogach (polecam ekorekta24.pl/proza/130-interpunkcja-w-dialogach-czyli-jak-poprawnie-zapisywac-dialogi). Pamiętaj też o spacjach po myślnikach. Za mało opisów, a ja lubię, kiedy wiem jak wyobrazić sobie poszczególne postacie i otoczenie. Dalej - piszesz zakładając, że czytelnik wie co to Beauxbatons, Ministerstwo Magii, mugol, Hogwart itd. Ja, na przykład, wiem, ponieważ jestem potterheadsem, ale gdyby zajrzał tutaj losowy człowiek i przeczytał pierwsze kilka linijek i nie miałby pojęcia o co chodzi. Możesz czasem wytłumaczyć czym zajmuje się Ministerstwo Magii (nie mówię o każdej funkcji każdego pracownika, ale tak ogólnie) albo że Hogwart i Beauxbatons to szkoły magii i te pe i te de. Kolejna sprawa, to (cytuję) "Tv". Jest to skrót od television i można się nim posługiwać, czemu nie, ale nie jest to żadna nazwa własna, dlatego nie rozumiem dlaczego jest to napisane z dużej litery. Pisz albo TV albo zwyczajne tv. No ale nie jestem tutaj tylko po to, żeby Cię opierniczać za interpunkcję, stylistykę i inne berbecie. Od razu mówię, że Malfoyów nie cierpię (toleruję jedynie Narcyzę), dlatego może osądzam Cię niesprawiedliwie, ale: Twój Lucjusz wydaje się być całkiem innym człowiekiem niż ten z kanonu. U Ciebie jest on bardziej jak życzliwy staruszek z sąsiedztwa aniżeli zimnokrwisty śmierciożerca gotowy poświęcić własnego syna, aby podlizać się Czarnemu Panu. Nie zapominajmy, że Lucjusz był gotów rzucić Avadę na dziecko. Draco z kolei, mówi że podoba mu się Hogwart, lecz w książkach, kiedy Malfoy Jr. jedzie do szkoły na 6 rok nauki, ogłasza wszem i wobec, że Hogwart to żałosna imitacja szkoły i że nie wytrzyma tam kolejnych dwóch lat. Wnioskuję po tym, że dziewczyny z Beauxbatons były w Twoim opowiadaniu rok temu (w '94) więc dodając rok dostajemy '95, a to jest 5 rok nauki w Hogwarcie, czyli Dracze jest w 5 klasie, a w kanonie opiernicza Hogwart na 6 roku. Czyli albo wiele musiało się zmienić w jego głowie, że najpierw uwielbia szkołę, a zaraz potem jej nienawidzi, albo nie wzięłaś tego pod uwagę. Dlatego wydaje mi się, że Twoje postacie są nierealistyczne i nie potrafię się wczuć w akcję. I rzeczywiście, historia zaczyna się nieco banalnie - Draco z natury podrywaczem nie jest, a tutaj już mamy go zarywającego do tej biednej dziewczyny (biednej, bo Dracona nie lubię, sorry memory), co niemal od razu nasuwa nam na myśl, że ta dwójka będzie żywiła do siebie uczucie. Prędzej czy później. I nie podobało mi się trochę to, że ona mówi do niego "siadaj", a ten z dupy zaczął mówić o sobie. To znaczy, ja wiem, że Draco to samolubny dupek (tylko moje wyobrażenie), ale mogłabyś zrobić jakiś wstęp do tego, chociażby taki, że to ona zapyta Dracze, aby coś jej o sobie opowiedział.
OdpowiedzUsuńNa Merlina, ale się rozpisałam. I tylko się czepiam, wiem, wiem, przepraszam. Aczkolwiek przeczytałam, a wyznaję zasadę czytam=komentuję, więc postanowiłam, że dam Ci trochę wskazówek. I myślę, że będę zaglądać, ponieważ, co jak co, ale romanse to ja lubię, a tego Dracona to może jakoś przeżyję. I żeby nie było, że tylko Cię opierniczam: Liczą się chęci, a najważniejsza jest motywacja. Nie rezygnuj z opowiadania, nawet jeżeli masz dużo błędów, bo talenty trzeba rozwijać, a najlepiej uczymy się na błędach.
Szczęśliwego Nowego Roku ;x
Racja, postaram się zmienić te błędy. Opisy będą pojawiały się w dalszych rozdziałach, tutaj jakoś nie miałam weny na opisywanie relacji itd. Czy jest szansa żeby napisać do Ciebie prywatnie, chciałabym przedstawić ci zarys dalszej akcji :)?
UsuńOpowiadanie zapowiada się bardzo dobrze:) Podoba mi się to, że tworzysz nowe postacie i mam nadzieję, że będą one miały charakter i nie zginą wśród postaci kanonicznych. Polubiłam Lauren, wydaje się być sympatyczna i mądra. Ciekawi mnie to, że jej rodzice nie są mimo czystej krwi uprzedzeni do mugoli i mugolaków. Mam nadzieję, że będzie to szerzej objaśnione w następnych rozdziałach. Malfoy'owie to coś co lubię najbardziej. Uwielbiam ten ich chłód i zimne maniery:) Mam nadzieję, że Draco nadal będzie ślizgonem z krwi i kości, bo takiego go lubię najbardziej. Nie ma żadnych błędów ortograficznych.
OdpowiedzUsuńTeraz trochę o błędach będę smęcić:
- wydaje mi się, że lepiej brzmi słowo ,,telewizja" od słowa ,,tv" przynajmniej w dialogu. Raczej nie mówimy: ,,chcesz pooglądać tv?" tylko ,,chcesz pooglądać telewizję?"
- na początku rozdziału znalazłam powtórzenie ,,Mam na imię Laurene Meadow, mam 16 lat (...)". Lepiej będzie brzmieć: ,,Jestem Laurene Meadow, mam 16 lat (...). A przy okazji lepiej używać w opowiadaniu słów niż liczb, przynajmniej przy wieku postaci
- robisz dużo błędów interpunkcyjnych. Przed wyrazami który, że, ale zawsze musi być wstawiany przecinek
natomiast przed jest nie może go tam być
- dialogi zaczynamy od dużej litery. Raczej nie masz z tym problemów, aczkolwiek parę razy wkradł się taki błąd np: ,,- no tak, przyjaźnimy się (...)"
- czasem zdarzają się literówki, ale to wina nieuwagi, więc nie mam do nich zarzutów
- liczę na więcej opisów, wtedy będę mogła sobie wyobrazić świat bohaterki
No dobra, poczepiałam się już trochę. Ogólnie historia mi się podoba i czekam jak to się wszystko rozwinie.
Kasia P. ( chodziłam z tobą do podstawówki )
Dziękuję za komentarz :)) Zapraszam, już sa nowe rozdziały :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNaprawde fajnie sie zapowiada, nie chce powtarzac po kolezankach wyzej dlatego życze wiecej weny *.*
OdpowiedzUsuń~ True Lover